Witold Janowicz: Te rany nie chcą się zabliźnić
Podam tylko suche daty, które wycisnęły swoje piętno na moim życiu :
1 maj 1980 rok - Kędzierzyn - Udana próba zniszczenia pomnika Bohaterom Armii Czerwonej
11 listopada 1980 - Kędzierzyn- Akcja plakatowa Katyń, Starobielsk , Ostaszków
lipiec 1980 - Gdańsk - Spotkanie z Lechem ( prywatne)
17 grudzień 1981 - Gliwice - akcja ulotkowa ( wsypa )
18 grudzień 1981 - Gliwice - tortury na komisariacie nr 1 w Gliwicach ( cała noc ) złamany nos, palec, odbite nerki
Grudzień 1981-1982 - Gliwice, Bytom - więzienie ( blok dla recydywistów )
16 stycznia 1982 roku - Gliwice- ( Kino Garnizonowe Jowisz ) Pierwsza w stanie wojennym pokazowy proces. Sąd Wojskowy - wyrok 3 lata ( zawieszenie za wstawiennictwem Biskupa Herberta Bednorza )
styczeń - sierpień 1982 - Gliwice, Gdańsk- 6 razy zatrzymanie prewencyjne przez MO 48 godzin, usunięcie ze szkoły średniej.
czerwiec 1982 - Katowice - Pierwszy w kraju proces funkcjonariuszy MO ( dostali wyroki w zawieszeniu )
31 sierpień 1982 - Gliwice, Msza za ojczyznę Katedra - Odwetowe aresztowanie za proces funkcjonariuszy
01 wrzesień 1982 - Areszt Śledczy Gliwice - Ścieżki zdrowia ZOMO, pałowanie, ciężka choroba płuc.
listopad 1982 - Sąd Rejonowy Gliwice - Proces za czynną napaść na Milicjantów - odwieszenie kary + dodanie 3 lat
styczeń 1983 - Sąd Apelacyjny Katowice - drugi proces w sprawie udziału w demnonstracji przed katedrą
22 lipiec 1983 - Amnestia
lipiec 1983- czerwiec 1984 - 4 zatrzymania prewencyjne na 48 godzin
listopad 1984- lipiec 1985 - karna jednostka wojskowa
do 1988 roku - 4 zatrzymania prewencyjne 48 godzin
lipiec 1988 - próba usunięcia poza granice Polski
3 czerwiec 1989 noc - Gliwice - udział w grupie likwidującej plakaty i ogłoszenia PZPR
No cóż to tylko daty, ale każda jest jak rana, która nie zabliźnia się i pewno nie zabliźni do końca moich dni.
Czwartek, 4 Czerwiec 2009
Barbara Szubert: 4 czerwca 1989 roku – wspomnienie
Jest niedziela, o godzinie 5-tej rano już jesteśmy w siedzibie „Solidarności” tzn. jestem ja i Bogdan Mikus. Wszyscy pozostali działacze zostali skierowani do poszczególnych Komisji Wyborczych: po 3-ch działaczy na jedną Komisję. A Komisji kilkadziesiąt i tylko nielicznym w kraju udało się obsadzić wszystkie. Należymy do tych chlubnych wyjątków, a zawdzięczamy to głównie Gienkowi Wilkowskiemu i Bogdanowi Mikusowi. Przez całe lata niezmordowanie i bez chwili spoczynku knują, drukują, kolportują, organizują spotkania, zebrania, odczyty, wszechnice, przerzuty bibuły, książek, kaset magnetofonowych itp.itd. Wokół nich skupia się garstka działaczy, ale na pewno jest ich mniej niż funkcjonariuszy Sb w przepaścistym budynku milicji przy ul. Wysokiej. Oczywiście obydwaj są internowani ( tak jak i 100-tka innych działaczy), oczywiście potem obydwaj siedzą w więzieniach (i nie tylko oni), poddawani są najrozmaitszym szykanom jak pozbawienie pracy zarobkowej, liczne rewizje, szkalowania, inwigilowania, zastraszania… Piszę o „nich dwóch”, ale przecież taki los jest udziałem w mniejszym lub większym stopniu nas wszystkich, działaczy pierwszej „Solidarności”. I oto od dwóch miesięcy znów działamy legalnie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki do naszej siedziby schodzą się wszyscy „starzy „ działacze, nowi, młodzież szkolna…Mam w pamięci taki obrazek: przychodzą trzej młodzieńcy w odświętnych garniturach…prosto z matury „już nam nie mogą zaszkodzi, jesteśmy do waszej dyspozycji”. Opowieści, wspominki - kto, kiedy i dlaczego a i łza się w oku zakręci. Sama popłakałam się jak bóbr kiedy weszłam do lokalu, tego samego co w 1980 roku. Ale nie ma czasu na roztkliwianie się! Roboty huk! Trzeba przygotować się do wyborów a liczyć na żadną pomoc nie możemy, doświadczenia w tym temacie nie mamy żadnego, no chyba że w bojkocie dotychczasowych tzw. ”wyborów”. Kandydatów już mamy: Gienek Wilkowski –bo nauczyciel, bo znany w terenie, mecenas Eugeniusz Ujas – bo znany w Chełmie, bo prawnik (a my zielona masa), Andrzej Szczepkowski – bo aktor, bo znane nazwisko w kraju, bo warszawiak. Wszystko nowe, wszystko trudne, trzeba zdobyć maszynę do pisania, powielacz, papier, pieniądze, pieniądze, pieniądze…a i jakieś biurko i krzesła by się przydały. Domowym sposobem robimy plakaty, rozlepiamy, a te w nocy są zrywane lub fachowo dopisywane są „dymki” z rzekomymi wypowiedziami naszych kandydatów. Na powielaczu wydajemy biuletyny, odezwy, i rozprowadzamy po wszystkich zakładach pracy i w terenie. Zbieramy składki po zakładach pracy, w regionie na środku stołu stoi wielki słój, do którego wrzucane są datki. Trzeba zebrać 3 tysiące podpisów pod naszą listą, trzeba uświadomić ludziom jak głosować, trzeba dotrzeć na każdą wieś, trzeba robić zebrania, trzeba, trzeba, trzeba …A czasu tak niewiele, a „czerwoni” mają swoje gazety, propagandę, pieniądze i doświadczenie w manipulowaniu. A Sb nadal węszy, nachodzi, straszy ….Mordercza praca, tyramy do późnych godzin nocnych, bez tchu, bez wytchnienia, żeby później sobie nie wyrzucać, że coś zostało przeoczone, coś niedopatrzone, bo drugiej takiej szansy może nie być.
ALE TO WSZYSTKO MAMY JUŻ ZA SOBĄ
Teraz siedzimy i czekamy. Jakże tu cicho, jak pusto, jak spokojnie i tylko ten niepokój chwytający za gardło . Jak tu dotrwać do zamknięcia lokali wyborczych kiedy to zacznie się liczenie głosów? Wszędzie mamy „swoich” w Komisjach i to ze znaczkami „Solidarności” w klapie i dodatkowo Mężów Zaufania. Tym razem nie dopuścimy do fałszerstw. Nie z nami te numery Bruner ! Około 22-giej wyganiam Bogdana, aby się przespał. Liczenie jeszcze potrwa, a to jest któraś noc z rzędu niedospana. Jestem sama, cisza dzwoni w uszach, nie mamy tu nawet radia. Około północy dzwonek telefonu zrywa mnie na równe nogi: wygraliśmy , wygraliśmy, pani Basiu wszystkie głosy za „Solidarnością” wrzeszczy jak opętany nasz członek Komisji Wyborczej w ZPOW czyli popularnie mówiąc Winiarni. Jestem w szoku, dostaję spazmów, płaczę. Za chwilę drugi telefon o podobnej treści. Z kim podzielić się tą n niesamowitą wiadomością, komu powiedzieć, kto to zrozumie co to dla nas znaczy? W tym momencie dodzwania się do mnie Radio Wolna Europa i prosi o relację z przebiegu wyborów. Nasze kontakty z RWE to osobny rozdział. Od 1987 roku jesteśmy z nim w kontakcie, nadajemy bezpośrednie relacje z regionu, a to dzięki temu, że pracuje tam Roman Żelazny nasz kolega, który po internowaniu wyemigrował. Ale przechytrzyć Sb, to już inna sprawa. Telefony działaczy podziemnej „S” są na podsłuchu. Trzeba za każdym razem nadawać relacje z „nie namierzonego” telefonu. Kilka razy jest to telefon mojej Matki, ale ten jest za blisko mojej osoby. Tu napotykamy na niebagatelne trudności, nie ma zbyt wielu chętnych aby w tym nam pomóc, ale dajemy sobie jakoś radę i w RWE gościmy jako nieliczni z tzw. „prowincji”. Tak więc podnoszę słuchawkę i bez namysłu głosem nabrzmiałym od płaczu i nadmiaru emocji drę się:
WYGRALIŚMY, WYGRALIŚMY, ZWYCIĘSTWO !!!!!
Potem budzę Bogdana: przyjdź natychmiast, bardzo ważna sprawa. Gdy się pojawia relacjonuję mu co i jak, a ten łapie się za głowę: coś Ty narobiła, po dwóch telefonach ogłaszasz światu nasze zwycięstwo?! Zwariowałaś, gdzie odpowiedzialność za słowo,
rozum postradałaś ? No, sama nawarzyłaś piwa i teraz sama go wypijesz. Jak zadzwonią powtórnie odszczekasz wszystko! Bogdan chodzi wściekły jak lew po klatce, a ja cichutko połykam łzy i odmawiam zdrowaśki. Ale nie ! Rozdzwaniają się telefony z różnych stron regionu i każdy mówi to samo. Bogdanowi poprawia się humor, a ja jestem wniebowzięta, że uniknęłam kompromitacji. Zaczynają się schodzić nasi komisjanci z wynikami wyborów a także….mieszkańcy Chełma, którzy usłyszeli moje wołanie w RWE. Pełna euforia! Z przyniesionych danych sporządzamy tabelę, żeby nie dać się wykiwać. Każdy opowiada swoje przeżycia, śmiechy, radość niesamowita. Każdy nowo przybyły witany jest głośno i z progu melduje wygrana, wygrana!!! Aż tu zjawia się Marysia Prus i bodajże jako jedyna mówi, że w Jej komisji, a była w Nadleśnictwie Sobibór, przegraliśmy. Widząc co się u nas dzieje zaczyna płakać: tak mi wstyd . Wszyscy pocieszamy Ją Marysiu przecież to nie Twoja wina! Ale Marysia jest niepocieszona. Cały nasz lokal jest szczelnie wypełniony, a widok jest niesamowity, mężczyźni w odświętnych garniturach, kobiety w eleganckich sukniach siedzą teraz pokotem na podłodze i nikt nie zamierza iść do domu. Rysiek Jara oświadcza poważnym tonem „ w następnych wyborach wystawimy różowego słonia” Ale dlaczego? Bo wygra! pada odpowiedź. Dzwonię do dyrektora Szkoły Podstawowej w Białopolu i składam gratulacje, że zatrudnia w szkole Senatora, czyli Gienka Wilkowskiego. Ten zmuszony do Jego powtórnego zatrudnienia z trudem Go toleruje, ale ja udaję, że tego nie wiem i rozpływam się w pochwałach: „taki zaszczyt dla Pana i szkoły” Gienek prowadzi zajęcia, ale „dobry” pan dyrektor Go zwalnia i Gienek wkrótce pojawia się u nas . Wiwatom nie ma końca! W tej atmosferze trwamy do późnych godzin popołudniowych 5 czerwca. Zdajemy sobie sprawę, że jest to historyczna chwila i chcemy się nią nacieszyć. Jeszcze nie wiemy jak spożytkować to zwycięstwo, co będzie dalej, ale teraz JESTEŚMY SZCZĘŚIWI. Tak zapamiętałam ten dzień i jest to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni w życiu !
Barbara Szubert ***
*** Barbara Szubert , wiceprzewodnicząca ZR „Solidarność” w Chełmie w latach 1981-1989, dwukrotnie internowana 1981-82 , w 2009 roku odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski .
Sobota, 4 Kwiecień 2009